Jesień... a wraz z nią ogarnęło mnie jesienne przygnębienie.
Dzwonił do mnie. Mocno się zdziwiłam kiedy zobaczyłam na wyświetlaczu kto dzwoni. Kilka standardowych pytań co słychać i takie tam.. Okazało się, że dzwoni z prośbą. Więc to nie był taki sobie telefon. Przynajmniej potwierdziły się moje przypuszczenia, że ma się dobrze. Myślę, że nawet bardzo. Tworzą rodzinę - chyba - wszystko na to wskazuje. Wszystkie określenia typu -śmy wskazują, że to typowa rodzinna relacja. I dobrze.. Zapytał czy się spotkamy.. porozmawiać. Odmówiłam. To nie jest dobry pomysł, nie chcę kolejnych kłamstw. Myślę, że zrozumiał.
I tak się znów pokłóciliśmy z C. Pomimo, że nic, że oficjalnie nic nie zostało powiedziane to i tak rośnie jakieś napięcie. Wydaje mi się, że nadal z nią rozmawia. Pewności nie mam, ale mam to uczucie.. ten wszechobecny niepokój, który tak dobrze znam. Miałam nadzieję, że już się z nim pożegnałam ale wrócił. Wraca za każdym razem kiedy coś się dzieję. Tak się zastanawiam czy już zawsze będzie ze mną? Nie lubię go. Ściska mnie za gardło, przewraca wnętrzności, trzęsie mną. Nie lubię go. Choć bardzo długo był moim jedynym towarzystwem nie lubię jak przychodzi. Taki nieproszony gość. Zawsze zwiastuje, że coś się wydarzy. Niby sobie wszystko z C. wyjaśniliśmy, niby jest już dobrze a ja nadal mam wrażenie, że coś nie gra..