Jesień... a wraz z nią ogarnęło mnie jesienne przygnębienie.
Dzwonił do mnie. Mocno się zdziwiłam kiedy zobaczyłam na wyświetlaczu kto dzwoni. Kilka standardowych pytań co słychać i takie tam.. Okazało się, że dzwoni z prośbą. Więc to nie był taki sobie telefon. Przynajmniej potwierdziły się moje przypuszczenia, że ma się dobrze. Myślę, że nawet bardzo. Tworzą rodzinę - chyba - wszystko na to wskazuje. Wszystkie określenia typu -śmy wskazują, że to typowa rodzinna relacja. I dobrze.. Zapytał czy się spotkamy.. porozmawiać. Odmówiłam. To nie jest dobry pomysł, nie chcę kolejnych kłamstw. Myślę, że zrozumiał.
I tak się znów pokłóciliśmy z C. Pomimo, że nic, że oficjalnie nic nie zostało powiedziane to i tak rośnie jakieś napięcie. Wydaje mi się, że nadal z nią rozmawia. Pewności nie mam, ale mam to uczucie.. ten wszechobecny niepokój, który tak dobrze znam. Miałam nadzieję, że już się z nim pożegnałam ale wrócił. Wraca za każdym razem kiedy coś się dzieję. Tak się zastanawiam czy już zawsze będzie ze mną? Nie lubię go. Ściska mnie za gardło, przewraca wnętrzności, trzęsie mną. Nie lubię go. Choć bardzo długo był moim jedynym towarzystwem nie lubię jak przychodzi. Taki nieproszony gość. Zawsze zwiastuje, że coś się wydarzy. Niby sobie wszystko z C. wyjaśniliśmy, niby jest już dobrze a ja nadal mam wrażenie, że coś nie gra..
smak słów...
poniedziałek, 10 września 2012
Chrzest
Wybraliśmy się w końcu po wielu burzliwych dyskusjach na chrzest do Gabrysi. Od początku zapowiadało się ciężko - drogi hotel z restauracją i towarzystwo "na poziomie". Nie to co my, niedouczona hołota pracująca fizycznie... Nasza latorośl po 5 minutach w kościele zaczęła się nudzić i uparcie ciągnąć tatę w stronę auta. Jakoś dobrnęliśmy do końca uroczystości i udaliśmy się na ucztę. Po zajęciu miejsc pan kelner poinstruował nas, że należy wybrać danie z menu leżącego przed nami, a w pierwszej kolejności powinniśmy delektować się przystawkami stojącymi na stole. Fajnie byłoby wiedzieć czym są owe przystawki bo na pierwszy rzut oka ciężko było się połapać. Filek oczywiście zażądał kiełbasy na przystawkę, potem jeszcze trochę pogmerał w mojej sałatce i ogólnie był już najedzony. Nie wykazała większego zainteresowania późniejszym rosołkiem i daniem "dziecięcym" w postaci kurczaka z frytkami. Swoją drogą wcale mu się nie dziwię bo frytki, frytek nie przypominały. Dla dorosłych do wyboru była jeszcze zupa krem z borowików, oraz opcjonalnie łosoś lub polędwiczki. Jak się później okazało polędwiczki były praktycznie niejadalne - twarde i niedogotowane. Dla tych, którzy jednak byli uparci i pomimo to zjedli dzień zakończył się romantycznym wieczorem w wc... Na deser była pana cotta z truskawkami - F. pochłonął wszystkie truskawki, które udało mu się dostać. W związku z tym, że nie miał czasu się wyspać zaczynał być coraz bardziej marudny. Nie chciało mu się siedzieć przy stole więc zaczęły się wędrówki i psoty. Oczywiście był uroczysty tort ( choć moim zdaniem to dziwny zwyczaj z tym tortem na chrzcie ). Pod koniec imprezy mały jednak usnął więc cały dzień miał kompletnie rozbity, przez co później biegał prawie do 23. Całe przyjęcie minęło raczej sztywno i odetchnęłam z ulgą kiedy już dotarliśmy do domu. Misiek złapał porządny katar, reszta przeszła sensacje żołądkowe a wszystko to za 200 zł od osoby...
środa, 4 kwietnia 2012
...
wróciły dziś do mnie nad ranem
jak z nieba zgubione jaskółki
na długa niepamięć skazane
nasze dawne zabawne pocałunki
te znad rzeczki te z łąki te z lasu
te pospieszne bo nie ma już czasu
te gorące zdyszane i te senne nad ranem
te liryczne i śliczne i pornograficzne
te kradzione od żony
i te kłamstwem słodzone
tamte z klatki schodowej i z windy
te miętowe i te anyżkowe
i te inne od innych
a na końcu te troszkę mokre od łez
po których nie ma już śladu
a przecież jest..
jak z nieba zgubione jaskółki
na długa niepamięć skazane
nasze dawne zabawne pocałunki
te znad rzeczki te z łąki te z lasu
te pospieszne bo nie ma już czasu
te gorące zdyszane i te senne nad ranem
te liryczne i śliczne i pornograficzne
te kradzione od żony
i te kłamstwem słodzone
tamte z klatki schodowej i z windy
te miętowe i te anyżkowe
i te inne od innych
a na końcu te troszkę mokre od łez
po których nie ma już śladu
a przecież jest..
Subskrybuj:
Posty (Atom)